a
IndeksIndeks  WydarzeniaWydarzenia  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Jezioro Lamoka - Page 7


 

 Jezioro Lamoka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Katherina
Niespalona
Katherina

Liczba postów : 488
Punkty aktywności : 2186
Data dołączenia : 31/03/2019

Jezioro Lamoka - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro Lamoka   Jezioro Lamoka - Page 7 EmptyWto 05 Paź 2021, 21:18

To akurat było dla mnie w pełni zrozumiałe. Większość świadomie wychowujących potomstwo stworzeń, bez wachania rzuciło by się na jego ratunek, nawet znając swoje niewielkie szanse na wygraną. To było coś co w pełni rozumiałam, czego sama doświadczyłam w życiu. Z drugiej strony Maru został takiej opieki pozbawiony, nie powinno mnie więc dziwić to że opiekun jelonka go zaskoczył. Co do gonitwy, w zasadzie na początku nie wydała mi się rozrywką, całkiem poważnie chciałam podejść do zmęczenia wilkołaka, z czasem... Kiedy kolejne okrozenie mieliśmy za nami po prostu zaczęło mnie to bawić. Jako czystokrwista, byłam znacznie szybsza, a jednak specjalnie starałam się trzymać jedno tempo. Od czasu do czasu zwalniając żeby chłopak za szybko się nie zniechęcił. To było naprawdę zabawne, nawet mnie przydało się takie bieganie... Nie wiem kiedy ostatni raz się tyle ruszałam, korzystając przy tym z miarę normalnego dla mnie tempa. Mimo tego że naprawdę dobrze się bawiłam, miałam Maru na oku, więc szybko też zorientowałam się ze odpuścił. Wyhamowałam kawałek dalej i chwilkę musiałam poświęcić na kilka głębszych wdechów. Zanim jednak znalazłam swojego towarzysza, wróciłam do martwego jelenia. Odrzuciłam zabrany wcześniej kawałek na tą... Górę poszarpanego mięsa i pstryknęłam pokrytymi krwią palcami. Na moje życzenie pod truchłem pojawił się ogień i zaczął trawić martwe zwierzę. To był piękny zwierzak za życia... Nie godziło się żeby tak po prostu leżał tu w szczepach, zwłaszcza że zginął naprawdę honorową śmiercią. Gdy skończyłam poszłam już bezpośrednio do Maru, nie trudno było go znaleźć. Wilkołaki goiły rany tak dobrze jak wampiry, ale w tej nadal pozostawał fragment poroża który uniemożliwiał prawidłowe zagojenie.
- Już masz dość? - zapytałam niby rozbawiona znajdując go w końcu.
To było też swego rodzaju pytanie kontrolne... Czy mnie poznawał, czy rozumiał... Czy nadal władał nim dziki instynkty i widział mnie jedynie jako zagrożenie.
- Musisz to wyjąć, rana inaczej się nie zagoi... Pomogę Ci. - powiedziałam podchodząc na lekko ugiętych kolanach.
Zęby wilkołaka zdecydowanie nie były czymś z czym chciała bym się spotkać bezpośrednio. Byłam gotowa odskoczyć gdyby mnie zaatakował. Jeśli jednak nie, cóż chciałam wyczuć okazję żeby podejść do niego dość blisko, ostrożnie przytrzymać jego głowę. Ranne zwierzę może zaatakować, jego umysł z regóły przyćmiewa ból i nie myśli racjonalnie. Jeśli się to udało to po prostu wyjęłam poroże... Nie puściłam jednak wilkolisa... Nawet jeśli się szarpał, nawet jeśli mnie podrapał. Trzymałam go jednocześnie drugą ręką uciskając ranę. Dzieciak stracił sporo krwi, chciałam zmniejszyć jej ubytek zanim rana się względnie zasklepi. Po za tym, szeptałam cały czas do niego kiedy tak próbowałam zmusić go do pozostania w bezruchu.
- Już dobrze, już po wszystkim, nie bój się, zaraz będzie po wszystkim.
Powrót do góry Go down
Maru
Omega
Maru

Liczba postów : 82
Punkty aktywności : 460
Data dołączenia : 18/08/2021

Jezioro Lamoka - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro Lamoka   Jezioro Lamoka - Page 7 EmptySro 06 Paź 2021, 19:12

Heroizm jelenia był godny podziwu, toteż czyn Katheriny nie był niczym gorszącym, wręcz uwieńczeniem wyczynu dawnego przodownika stada saren. To, co zrobił Maru, to mogło wołać o pomstę do nieba, nie mniej będąc rannym załączył mu się tryb niekontrolowanej agresji i nie myślał racjonalnie. W normalnych okolicznościach nie uroniłby ani grama mięsa i nie roztrwoniłby aż tyle kości w nicość. Nie powinien dopuścić do takiego zdarzenia, choć sama walka pokazywała, że nawet padlinożerca potrafił wykrzesać z siebie mnóstwo pokładów energii do zabijania przeciwników. Byleby bardziej uważać na siebie i na tych, na których zaczynało mu coraz bardziej zależeć.
Póki co leżąc na boku starał się nie wydawać z siebie zbyt wielu sapnięć mając nadzieję, że potencjalny wróg nie wytropi go tak szybko. Nic bardziej mylnego. Na widok niedoszłej rywalki aż w ułamku sekundy poderwał się znów na cztery kończyny i warczał ostrzegawczo, lecz mocno zadrżały i zgięły mu się łapy w łokciach i kolanach, przez co nie utrzymał postury i ponownie wylądował na ziemi. Nerwowo próbował się podnieść, lecz mógł jedynie usiąść w kuckach i trwać niczym gargulczy posąg wpatrzony wściekłym wzrokiem na wampirzycę. Ewidentnie nie rozpoznawał Jej. Ociężały umysł ciągle przyporządkowywał Ją do wroga, który zadrwił z wilkolisa wodząc go za nos. Przez dwie pierwsze minuty nie pozwalał na to, aby zbliżyła się do niego. Na każdą próbę przesunięcia się chociażby o centymetr reagował kłapnięciem zębisk w powietrzu lub siarczystym warknięciem. Dopiero po tym czasie, kiedy oswoił się z widokiem drapieżnika, który nie ignorował jego ostrzeżeń, pozwolił podejść bliżej dziewczynie, jednak nie spuszczał jej ze złotych ślepi ani na moment. Kolejne słowa o chęci wyciągnięcia rogu z ciała nieco ułaskawiły futrzaka, który rzeczywiście potrzebował pomocy przy wyjmowaniu obcego ciała. Nie spodziewał się jednak, że sam proces nie będzie tak prosty, w dodatku bardzo go bolał cały zabieg, toteż mógł niechcący podrapać Oswobodzicielkę. Mógł uspokoić się dopiero wtedy, kiedy widział już na ziemi zakrwawione poroże, które jeszcze chwilę temu tkwiło między żebrami.
Pognałby od razu w las, gdyby nie to, że kobieta dalej go trzymała w miejscu. Im dłużej Katherina przebywała ze zdziczałym koleżką, tym do otępiałego umysłu dzikusa docierało coraz więcej pozytywnych bodźców związanych z tu obecną.
Wreszcie, kiedy Kate była bardzo blisko tamując ranę i zaczęła uspokajać cichym, miłym głosem młodzieńca, ten rozpoznał w postaci drapieżnicy... swoją Wybawicielkę! Ojej, jak się zaczął trząść całym ciałem, ale ze szczęścia! Puchaty ogon latał jak głupi tam i z powrotem, a z dotąd groźnego pyska Maru wydobywały się piski i skomlenia z radości, że Lazurowooka jest przy nim, i to cała i zdrowa! Dało się też wyczuć, że w tych odgłosach próbował przeprosić za swoje zachowanie, nawet pochylił łeb ku tułowi kobiety i łasił się. Gdyby nie to, że był trzymany, to pewnie wskoczyłby na towarzyszkę całym swym chudym cielskiem. Nawet przez moment zapomniał, że miał wciąż głęboką, niezasklepioną ranę, tak bardzo radował go widok Nauczycielki! Dopiero kiedy mocno zakręciło się we łbie od braków posoki, to siadł i przestał wiercić się, czyli tak jak tego życzyła sobie od początku opieki Płomiennowłosa. Nie przestawał jedynie popiskiwać i kręcić ogonem, jakby w ten sposób chciał coś opowiedzieć towarzyszce na gorąco. Przypominając jednak sobie całe polowanie nagle speszył się i spuścił włochatą głowę wyraźnie dając znać, że mógł być lepszym myśliwym i przede wszystkim wyrażając skruchę za atak szału. Tylko czy to wystarczyło, aby być godnym członkiem stada?
Powrót do góry Go down
Katherina
Niespalona
Katherina

Liczba postów : 488
Punkty aktywności : 2186
Data dołączenia : 31/03/2019

Jezioro Lamoka - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro Lamoka   Jezioro Lamoka - Page 7 EmptyCzw 07 Paź 2021, 22:44

Chyba zaczynałam się przyzwyczajać do takiego rodzaju spojrzenia. Znałam je aż za dobrze. Kiedy Elijah odkrył że ma dar zmieniania swojej postaci również nad nią nie panował. Przez wiele lat używał tej zdolności w ostateczności, wiedząc że będę musiała go później opanować. Nic jednak nie bolało mnie tak jak wydarzenia tamtego dnia... Kiedy zmienił się całkowicie i uciekł. Znalazłam go co prawda ale nie poznawał mnie. Spojrzenie ukochanego który nie rozumiał kim jestem i czy stanowię dla niego zagrożenie było niezwykle raniące. Z Maru było już nieco inaczej, polubiłam go... Ale nie darzyłam aż takimi uczuciami jak Elijaha. Co więcej... Wiedziałam że mogę się spodziewać takiego zachowania, można powiedzieć że miałam już jakąś wprawę. Dlatego spokojnie wyczekałam chwili żeby go złapać. Nie robiły na mnie wrażenie warknięcia czy klapanie zębami, potrzebowałam po prostu odpowiedniej chwili. I się ona nadarzyła! Nie spodziewałam się jednak chwilę po wszystkim takiego ataku euforii. Aż się uśmiechnęłam, no i jak miałam nie myśleć o nim jak o słodkim szczeniaku?
- Poleż chwilę spokojnie. - rzuciłam rozbawiona tym jak całym ciałem pokazuje swoją radość.
To po za tym było... Po prostu miłe, nikt... Nigdy... A może od czasu jak faktycznie miałam psa, nie reagował tak na mój widok. I nie miałam na myśli oczywiście samego merdania ogonem. Tylko całej tej eufori. Poczekałam jeszcze chwilę przytrzymując ranę i słuchając tych jego pisków z uśmiechem na ustach. Kiedy w końcu zdecydowałam się go puścić bo krwawienie nie było tak intensywne zauważyłam sposób w jaki sposcil głowę i uniosłam jego łepek do siebie, zakrwawioną dłonią. Moje oczy dalej mieniły się czerwienią. Krew wilkołaka nie jest ani smaczna, ani pożywna... Ale jej zapach niczym nie różnił się od ludzkiego, a teraz jeszcze mieszał się z krwią jelenia. Ja jednak panowałam nad sobą na tyle dobrze ze po za lekkim kolorem, nic się nie zmieniło.
- Świetnie ci poszło. - powiedziałam w końcu puszczając jego brodę.
- Jesteś naprawdę szybki! Nie spodziewałam się ze aż tak! - dodałam nadal entuzjastycznie.
- To jak Twój instynkty przejął kontrolę w momencie zagrożenia było niesamowite... Musisz poćwiczyć, ale jak nauczysz się to kontrolować... Będziesz naprawdę silny. - powiedziałam jeszcze i wstałam z kleczek.
- Powinniśmy to powtarzać... Przynajmniej co drugi dzień. Dzisiaj już wystarczy... Musisz odpocząć i zagoić ranę.
Powrót do góry Go down
Maru
Omega
Maru

Liczba postów : 82
Punkty aktywności : 460
Data dołączenia : 18/08/2021

Jezioro Lamoka - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro Lamoka   Jezioro Lamoka - Page 7 EmptyPią 08 Paź 2021, 18:21

Z kolei Maru także polubił Kate tak bardzo, że nie zamierzał wracać do koczowniczego życia, co dla samotnika nie było codziennością. Można potraktować to w jakiś sposób jak komplement. Może jeszcze daleko było do pełnej otwartości wobec Przodowniczki, lecz już sam fakt, że pokazywał inne emocje niż smutek czy strach wskazywały, że czuł się dobrze u boku wampirzycy. Wiadomo, że nie przyszło mu do głowy, aby umniejszać roli Elijaha swoim postępowaniem w życiu wampirzycy - ta relacja była bliższa nauczyciel-uczeń, chociaż z dużą dozą matka-dziecko. Najwyraźniej potrzebował tego w samotnej egzystencji bez krzty miłości, a Kate spełniała się dobrze w tej roli. Świadomie czy nieświadomie. Jak kiedyś przyjdzie mu się spotkać z partnerem Czystokrwistej, będzie musiał naprawdę dać z siebie wszystko, aby i on zaakceptował wilkołaka.
Stąd ta euforia, gdy błądząc po omacku w ataku furii dostrzegł znajome rysy twarzy, usłyszał znany głos i wyczuł znany zapach. Zaczął utożsamiać wampirzycę z kimś, na kim może polegać. Do tej pory, choć znajomość była krótka, nikt nie zbliżył się w takim stopniu do młodzieńca jak Ona. Nikt nie wspierał go w działaniu jak Ona. Nikt nie zatroszczył się o niego jak Ona. To, co mówiła, sprawdzało się. Dobrze, że zaufał Jej i pod Jej czujnym okiem opanować wreszcie rozszalałe instynkty. Wydawać by się mogło, że recepta była prosta, lecz nikomu innemu nie zależało na tym, by nauczyć chłopaka życia.
Nikt, oprócz Kate.
Przestał skomleć i skiałczeć, kiedy Lazurowooka ujęła go pod brodę i pochwaliła go za polowanie. Zwróciła mu uwagę na to, że jeszcze nie w pełni okiełznał swoją drapieżną naturę, ale nie przekreślała go. Nie rzuciła go na pożarcie innym wilkołakom. Dała wskazówkę i sposób, że regularne ćwiczenia pomogą osiągnąć mu sukces. Znów - niby banał, jednak dla chłopaka, który bardzo źle utożsamiał się z formą wilkołaka, przemiana w tę postać była bardziej wymuszona niżeli tresowaną pod dyktando umysłu. Dzisiaj więc dzięki Niej postawił pierwszy krok milowy ku byciu prawdziwym wilkołakiem. Czy bardziej w jego wykonaniu - wilkolisem.
W podzięce za poświęcony czas, energię i opiekę podczas polowania wymyślił, że weźmie Kate jeszcze na krótką wyprawę, najpierw po ubrania w krzakach, później po swój namiot. Cóż, wyprawa jak wyprawa, zdawać mogłoby się, że nie będzie w tym żadnej niespodzianki, lecz Maru zdecydował się urozmaicić Płomiennowłosej wycieczkę o pewną atrakcję. Odczekał jeszcze parę minut w spokoju leżąc na zdrowym boku i spoglądając złotymi ślepiami na towarzyszkę, a gdy poczuł się już lepiej, to podźwignął się na cztery łapy i zrobił powolne kroki ku dziewczynie, by wetknąć łeb pod Jej pachę i pomagając sobie łapą - usadowił Ją na swoim puchatym grzbiecie. Nie chciał słyszeć żadnego słowa ani widzieć żadnego gestu sprzeciwu, po czym ruszył z początku wolno na wszystkich swoich kończynach w kierunku lasu, gdzie zostawił swoje ciuchy. Wolny chód przeistoczył się w trucht, a kiedy odnaleźli zostawione rzeczy chłopaka i pyskiem podał krwiopijczyni na przechowanie, ponownie dał popis swojej szybkości i zwinności przemierzając tereny dookoła jeziora i las w poszukiwaniu namiotu. Miał doskonałą orientację w terenie, toteż szybko odnalazł trasę, którą Wybawicielka wyprowadziła ich dwa dni temu z bagien. Długimi kłusami przebiegał po runie leśnym z niezwykłą gracją, nie gubiąc rytmu, może nieco odrobinę śliniąc się od wysiłku. Przy pędzie wiatr mierzwił fryzurę Katherinie, a także futro Maru.
Zwolnił dopiero przy starym drzewie, w którego dziupli schował tobołek. Upewnił się, że to było tutaj i przykucnął mocno do gruntu, by wampirzyca mogła z niego zejść. Było mu łatwiej sięgnąć po swój dobytek, dopomógł sobie pyskiem. Było tego trochę: rulon z namiotem, dwa garnki, w dodatku pachniało od tobołka mnóstwem ziół, które sam zbierał i suszył. Odłożył na ziemię wspomniane przedmioty, po czym utkwił czujny wzrok na towarzyszkę. Czy zostaną tutaj i przenocują w namiocie (choć pora była młoda, a spanie pod gołym niebem nie było zbyt bezpieczne zważywszy na koczujące nieopodal wilkołaki), czy idą do domu, czy jeszcze na spacer? Organizm Maru nie zmienił się, nie powrócił do ludzkich rysów, na to też młody nie miał kontroli. Musieli po prostu poczekać, choć nie wiadomo ile to będzie trwało.
Powrót do góry Go down
Katherina
Niespalona
Katherina

Liczba postów : 488
Punkty aktywności : 2186
Data dołączenia : 31/03/2019

Jezioro Lamoka - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro Lamoka   Jezioro Lamoka - Page 7 EmptySob 09 Paź 2021, 22:37

Być może... nie tylko Maru potrzebował takiej właśnie relacji, ale i ja również. To nie tak że nie chciałam zostać matką, czy nie chciałam mieć dziecka. Bardzo chciałam... Ale, moja matka wspaniale sprawdzała się w roli rodzica. Nie zajmowały ją w zasadzie żadne inne sprawy tylko ja i mój brat. Była dla nas... zawsze gdy tego potrzebowaliśmy. Dziadek, którego podświadomie stawiałam sobie za wzór, również był dla swojej rodziny. On był idealny w swojej umiejętności balansowania między obliczem krwawego potwora, a opiekuńczego ojca i męża. Przynajmniej w opowieściach... A ja? Miałam wrażenie że od kiedy straciłam rodzinę, nic tylko walczyłam... zatracałam się w potwornościach i szybko zniszczyłam w sobie poczucie winy. Ostatni rok... pokazał jak bardzo przejechałam się na obranej przez siebie ścieżce, ale nie byłam pewna czy jest z niej jakieś wyjście awaryjne. Byłam potworem... drapieżnikiem... i nie było mi z tym źle. Tylko... czy taki potwór nadawał się na matkę? Wiedziałam że podobne wątpliwości gryzą Elijaha, od kiedy rozmawialiśmy o ciąży. Nie chciałam mu dokładać zmartwień więc o tym nie mówiłam... ale obawiałam się tego co będzie. Maru... być może potrzebowałam tej relacji żeby się sprawdzić. Uśmiechnęłam się nieco smutno zdając sobie sprawę że nieco odbiegłam myślami od tego co się teraz działo. Maru wyjątkowo cieszył się z tego że mnie rozpoznał, nie chciałam tego psuć. Przesunęłam lekko ręką, głaszcząc szarą sierść w okolicach rany, upewniając się przy okazji że krew przestała już z niej płynąć.
- Jest bardzo dobrze... - powiedziałam ni to do siebie, ni to do niego.
Wtedy do mnie podszedł i nakłonił do wejścia na jego grzbiet. Oczywiście w pierwszej chwili, miałam zamiar odmówić... było jednak coś w jego... hmmm... spojrzeniu? Nie chodziło o to że nie potrafiłam mu się sprzeciwić, po prostu stwierdziłam że nie chce mu tego robić. W zasadzie, pierwszy raz od kiedy się poznaliśmy, wychodził z jakąś inicjatywą tak bezpośrednio i odważnie, tak pewnie. Czuł się coraz pewniej i nie chciałam tego psuć. Dlatego umiejscowiłam się na jego grzbiecie, wsuwając palce w gęste futro. Na początku lekko się krzywiąc obserwowałam czy na pewno nie zaszkodzi to jego ranie, ostatecznie jednak, kiedy ruszył przed siebie, odpuściłam. Wilkołaki, tak jak wampiry leczyły się naprawdę szybko. Całe wieki... naprawdę miałam wrażenie że od kiedy ostatni raz siedziałam na grzbiecie jakiegoś stworzenia minęły wieki. Miałam kiedyś klacz, kasztanowa z białą strzałką na głowie i zaróżowionym nosem. Kiedyś naprawdę bawiły mnie przejażdżki na jej grzbiecie, może to były ludzkie rozrywki, ale tą naprawdę uwielbiałam. Oczywiście, kiedy jeździłam na własne wycieczki... gdy odwiedzaliśmy ludzkie wioski musiałam jeździć po damsku, a to... to była mordęga. Teraz jednak, jazda na grzbiecie wilkołaka, przypominała mi te dobre wspomnienia. chociaż Maru był o wiele szybszy niż Drozd kiedykolwiek by potrafiła. Zwłaszcza gdy podał mi swoje ubranie i przyspieszył! Początkowo jedną ręką trzymałam jego rzeczy a drugą, kurczowo trzymałam się jego, ale szybko złapałam rytm i wiatr uderzający mnie w twarz oraz targający włosy, szybko przebiegające po bokach widoki, zwyczajnie mnie bawiły. Nawet na chwilę roześmiana puściłam się wilka, utrzymując się na nim jedynie nogami rozłożyłam ręce na boki i chichotałam jak za dawnych lat. Miałam ochotę krzyczeć... ale cóż, jednak to nie była Szkocja... tylko lasy pełne potencjalnych wrogów.
- Jesteś niesamowity! - powiedziałam jedynie znów się go łapiąc i nachylając się bardziej do przodu żeby mnie usłyszał.
Kiedy dotarliśmy na miejsce gdzie wcześniej obozował, zeskoczyłam z niego gdy tylko zaczął się lekko nachylać. Nie było potrzeby żeby robił to jeszcze niżej. Odczekałam aż pozbiera wszystkie swoje rzeczy, obserwując go przy tym. Nie zmieniał się... to nieco mnie niepokoiło. Elijah zawsze zmieniał się, kiedy nie czuł już niebezpieczeństwa. Po chwili dopiero dostrzegłam to pytające spojrzenie i uśmiechnęłam się.
- Spałam parę miesięcy na materacu w jaskini. Wystarczy mi na całe życie. Wróćmy do domu, ale najpierw... nie potrafisz wrócić do swojej ludzkiej formy? - zapytałam lekko obracając głowę na bok.
Być może powrót do bezpiecznej strefy jaką był dla niego nasz dom, coś by pomogła? Nie chciałam na niego zbytnio naciskać, ale może powinien wcześniej spróbować sam.
- Elijah... też zmienia postać. - zaczęłam i usiadłam na leśnej ściółce naprzeciwko wilkolisa.
- Zamknij oczy... weź głęboki oddech. - poczekałam aż posłucha i lekko przesunęłam palcami po jego długim pyszczku delikatnie go głaszcząc.
- Odetchnij, nic nam nie grozi... spisałeś się dzisiaj, naprawdę. Dobry chłopak. Wyobraź sobie siebie... tego ludzkiego siebie, skup się na tej postaci. Jeśli się nie uda, nic się nie stanie... masz jeszcze dużo czasu na naukę. - mówiłam spokojnie, wolnymi ruchami go głaszcząc.
To był niezwykły kontrast, tak więc ja... czystokrwista, poszukiwana w całej okolicy wampirzyca uspokajałam wilkołaka przede mną.
Powrót do góry Go down
Maru
Omega
Maru

Liczba postów : 82
Punkty aktywności : 460
Data dołączenia : 18/08/2021

Jezioro Lamoka - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro Lamoka   Jezioro Lamoka - Page 7 EmptyNie 10 Paź 2021, 13:25

Mimo wybraniu ścieżki z goła różnej od ludzkiej moralności, Katherina potrafiła dzielić się swoim dobrodziejstwem z tymi, którymi potrzebowała. Być może brakowało Jej pewnego rodzaju pewności siebie, że jest w stanie wychować kolejne pokolenie. A nie powinna! Instynkt macierzyński jest równie silny, jak nie silniejszy niż instynkt drapieżnika. Z czasem zrozumie to, kiedy przyjdzie na świat pociecha. Już teraz okazywała wiele troski o podlotka, który nawet nie był tej samej rasy. Elijah też okaże się dobrym ojcem, muszą tylko oboje chcieć i mieć sporo sił wraz z wytrwałością. Oczywiście też ze względu na zawiłą przeszłość muszą także unikać wrogów, którzy czekali na słaby punkt pary wampirów. Jeśli mieli okazję ku rozwojowi pociechy, nie powinni zamartwiać się o to, czy poradzą sobie w rolach rodziców. Nie wszystkie dzieci mogą cieszyć się, że mają w ogóle rodziców. Dadzą sobie radę. Na pewno nie powinni porzucić na pastwę losu, gdy jednak troska o najmłodszego członka rodziny okaże się ponad ich siły. Żeby nie znalazło się chociażby w podobnej sytuacji co Maru.
Lazurowooka przyjrzała się dokładniej ranie, która zasklepiła się cienką błoną skóry, ale nie za długo, bo młodzieniec rzeczywiście wyszedł nieco spoza swej skorupy, że aż zabrał Nauczycielkę na przejażdżkę. Widząc i czując, że wampirzyca świetnie się bawiła, przy tym chwaliła go za prędkość i stabilność, napędzał się i nie zamierzał zwalniać. Dopiero przy starej bazie, z której niewiele zostało tylko ukryte tobołki. Całe szczęście, że nikt nie ukradł dobytku. Miał na to chytrą sztuczkę, właśnie w postaci ziół. Ich intensywny zapach zmieszany ze spróchniałym drzewcem maskował zawartości zawiniątka i niwelował zapach wilkolisa. Właśnie... tu był problem taki, że jeśli namierzą go inne wilki, a dalej będzie mieszkać z wampirami, to Kate mogłaby mieć kłopot z życiem na terenie Fostern. Że przechowuje u siebie jakiegoś obcego wilkołaka, który mógł być szpiegiem z innego stada. Czym prędzej powinien więc wrócić do swojego ludzkiego wyglądu, aby zminimalizować ryzyko złapania.
Przyszła mama nie zdecydowała się tu pozostać, i słusznie. Kudłacz nieco strapił się faktem, że nie może powrócić do swojej humanoidalnej postaci. Może właśnie dlatego, że martwił się o okolicznie tu żyjące drapieżniki. Wampirzyca przystąpiła do uspokajania młodzieńca nakazując mu głębokie oddychanie i wyobrażenie sobie w głowie swojej ludzkiej osoby. Przy okazji dowiedział się, że Elijah także zmieniał formę, co było warte do zapamiętania. Ale skupiając się na tu i teraz... siadł grzecznie niczym duży pies i spuścił odrobinę wąski pysk, by skoncentrować się. Nadstawił pilnie uszy i nasłuchiwał melodyjnego głosu Kate Był bardzo hipnotyzujący, nawet jak nie starała się, aby tak brzmiał. No dobra... wdech, wydech przez nozdrza. Siedział nieruchomo i próbował przywołać w pamięci swój wizerunek. Niby odtworzył we łbie chłopaka chudego jak patyk z dużymi fioletowymi oczyma, lecz coś zaburzało jego koncentrację. Drżały mu tylnie łapy, na których siedział, jakby zaraz miał poderwać się do biegu. Coś ogólnie był spięty. Chyba ciągle w tyle głowy miał to, że byli na terenie wroga, a on z natury jest bardzo płochliwy. Nie umiał też długo mieć zamkniętych oczu, bo tracił zarys otoczenia.
Nauczycielka co jakiś czas uspokajała go głaszcząc po pyszczku, wtedy rzeczywiście mógł próbować. Ale ileż można było czekać? Już minęła godzina, a Maru nie zrobił żadnego postępu. Wręcz z każdą chwilą wydawał się coraz trudniej relaksować i odcinać się od świata zewnętrznego. Nie, to na nic. Aż nieco nerwowo poderwał tyłek z ziemi i okrążył wampirzycę z lekkim prychnięciem. Co mógłby zrobić? Jedyne co przychodziło mu do głowy to to, żeby Kate wróciła do domu, a on wróci później, kiedy zmieni postać. Tylko jak to zrobić? Zresztą jak odprawiłby nawet wampirzycę, to jaką miał pewność, że zdoła sam niebawem przekształcić się? Hmm... zaraz... spojrzał na swój tobołek z namiotem, potem na towarzyszkę, a później na ciuchy w reklamówce. Tak, już wiedział! Ostrożnie pochwycił zębami reklamówkę z ubraniami i umieścił ją w tej samej dziupli, co wcześniej wydobył namiot. Zaś duży tobołek położył pod nogami dziewczyny i utkwił wzrok w Jej oczach. Cicho zaskomlał, tak jakby poprosił Ją o coś. Żeby zajęła się jego rzeczami do czasu jego nieobecności. Będzie mieć silniejszą motywację, by wrócić do domu Kate jako człowiek, kiedy nie będzie mieć swoich manatków. A ubranie zostawi, by nie łazić nago po lesie. Chciał w ten sposób pokazać, że on tu poczeka lub w pobliżu, aż efekt minie, a ona może wrócić do siebie. Przecież nie mogła cały dzień spędzać na okiełznywaniu natury młodego. I tak bardzo dużo mu pomogła dzisiaj, nie miał serca zmuszać Jej, by tu kwitła nie wiadomo ile i narażała siebie i dziecko na niebezpieczeństwo, gdyby ktoś obcy tutaj się kręcił.
Powrót do góry Go down
Katherina
Niespalona
Katherina

Liczba postów : 488
Punkty aktywności : 2186
Data dołączenia : 31/03/2019

Jezioro Lamoka - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro Lamoka   Jezioro Lamoka - Page 7 EmptyNie 10 Paź 2021, 21:16

Minie jeszcze sporo czasu zanim mój syn lub córka przyjdą na świat. Jednak jednej rzeczy byłam pewna w stu procentach... nigdy, przenigdy nie pozwolę by ktokolwiek, jakkolwiek skrzywdził moje dziecko. Moja rodzina od pokoleń, zawsze była bardzo zżyta i wiele poświęcała dla najbliższych. Te silne uczucia jakie żywiliśmy do swoich, na pewno odziedziczyłam, dla tego malucha... walczyła bym do ostatniej kropli krwi. Gryzła, drapała... nawet gdybym nie mogła już biegać, choćbym musiała się czołgać, zawsze będę walczyć. Porzucenie jakiego doznał Maru było zupełnie poza moimi zdolnościami pojmowania. Jak można było zostawić na pastwę losu coś co tak bardzo się kocha? Lub jak można było być w stanie go nie kochać? Nie, nie rozumiałam tego. Może więc to był kolejny powód dla którego opiekowałam się wilczym podlotkiem? Czułam się tak zniesmaczona zachowaniem jego rodzica, że miałam wewnętrzną potrzebę aby wynagrodzić to chłopakowi. Obserwowałam jak próbuje się zmienić, to prawda że kręcenie się w pobliżu domu chłopaka w tej postaci mogło być niebezpieczne, jednak nie na tyle żebym kazała mu spać w lesie. Po za tym, sądziłam że gdyby się wydało że ukrywam w domu wilkołaka , większym problemem dla mnie było by to że za bardzo zaczęto by się interesować kim jestem. A gdyby odkryli że jestem wampirem... sądzę że nie zdążyła bym wyjaśnić że nie mam nic wspólnego z walczącymi z watahą Tenebris. Nie mniej, nadal nie obawiałam się jakoś bardzo na zapas. Próbowałam go uspokoić, ale ewidentnie coś go niepokoiło, nie potrafił się dostatecznie skupić. Nie poganiałam go, jedynie co jakiś czas uspokajająco głaskałam... ale wyraźnie to też nie dało efektu. Mimowolnie widząc jego zniechęcenie i rezygnację, nieznacznie się uśmiechnęłam. Było w tym buncie coś uroczego, jak by dziecko tupnęło nogą mówiąc "no nie da się tego zrobić!".
- Maru... - chciałam go uspokoić ale on jedynie kręcił się nerwowo po dawnym obozie.
Lekko zmarszczyłam brwi widząc jak chowa swoje rzeczy i wstałam otrzepując się z liści. wtedy też dostrzegłam jak się we mnie wpatruję, chwilkę przyglądałam się mu starając się zrozumieć o co chodzi i gdy mi się udało, aż skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Nie. - odpowiedziałam krótko.
- Nie ma mowy. Maru... Chyba się nie zrozumieliśmy. Chciałam żebyś spróbował... ale to nie wymóg żebyś mógł wrócić do domu... - mówiłam dalej, jednak już nieco spokojniej.
Nachyliłam się żeby złapać w dłonie jego głowę po bokach. Nie byłam pewna czy mój domek uważał faktycznie za dom, ale te słowa były dla mnie po prostu naturalne.
- Zrozum wreszcie... Jesteś tam mile widziany... w każdej posta... - nie dokończyłam bo wychwyciłam w niedużej odległości dźwięk łamanej gałązki i w pierwszej chwili aż drgnęłam.
Zamilkłam i prostując się, zaczęłam nasłuchiwać i obserwować otoczenie. Nie czułam niepokojących zapachów... ale też nie znałam umiejętności wilkołaków, mogłam jedynie zakładać że skoro ja potrafię się ukryć przed ich oczami i nosami, to dlaczego oni mieli by tego nie umieć. Miałam już powiedzieć Maru że wracamy i to już gdy w krzakach mignęły mi złote ślepia, przeklęłam pod nosem i zasłoniłam swojego wilkolisiego towarzysza sobą. Nic nie mogłam zrobić jeśli ich nie widziałam, za to oni wiedzieli gdzie jesteśmy, więc odwrót na razie również nie miał sensu.
-Nie bój się... - szepnęłam do chłopaka za mną, osłaniając go dodatkowo ręką żeby trzymał się za moimi plecami.
- Wyłaź... chyba się nie wystraszyłeś?- warknęłam, a w drugiej ręce zapłonął mi większy płomień gdy z krzaków wydobyło się coś... najpierw widziałam jedynie złote ślepia, powoli zaczął pokazywać się jednak też czarny pysk w którym były osadzone i reszta ciała wilkołaka.
Powrót do góry Go down
Maru
Omega
Maru

Liczba postów : 82
Punkty aktywności : 460
Data dołączenia : 18/08/2021

Jezioro Lamoka - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro Lamoka   Jezioro Lamoka - Page 7 EmptyPon 11 Paź 2021, 19:58

Czy naprawdę mógł nazywać dom Kate także swoim domem? Jeszcze nie zdobył się na taką odwagę, by móc przypisać sobie gniazdko pary zakochanych jako swoje miejsce docelowe. Nie oznaczało to jednak, że nie dążył do tego, aby w pełni zasłużyć na ten zaszczyt. Bo dla niego dom to nie tylko schronienie i bezpieczne miejsce, ale więzi, których nigdy nie miał dobrych z innymi. Dlatego mimo, iż dostał zielone światło, aby śmiało nie bać się własnych marzeń o stadzie w kontekście życia u boku Płomiennowłosej i Jej partnera, chciał udowodnić swoją przydatność i to, że jest w stanie wykonać zadania powierzone przez Liderkę. Chciał też sobie dać do zrozumienia, iż jest coś wart w oczach innych, stąd musi rozwijać swoje możliwości i słuchać rad mądrzejszych istot. A Lazurowooka naprawdę poszczycić się mogła nie tylko siłą, szybkością, ale i rozumem, więc była doskonałym przykładem, do którego mógł dążyć Maru.
Tylko cóż z tak wielkich ambicji, skoro już polegał na prostej czynności, jaką było powrócenie do ludzkich kształtów! Ah! Naprawdę to było irytujące, może faktycznie wyglądał przy tym jak obrażone dziecko, lecz akurat nie na to zwracał uwagę. Coś ewidentnie przeszkadzało mu w zadaniu. Skoro nie mógł wypełnić polecenia, to dlaczego miałby wracać do legowiska i narażać całe domostwo na wytropienie przez inne, dużo bardziej doświadczone wilkołaki? Jego zmartwienia kłębiące się w młodocianym łbie zostały ujęte przez troskliwe ręce i stłumione zapewnieniami, że brak efektów w przemianie nie przekreśla jego powrotu wraz z wampirzycą. Pokręcił z wolna kitą i przylgnął pyszczkiem do Jej rąk dając temu wyraz, że jest wdzięczny za taką możliwość mimo wszystko. Niestety sielanka miała się skończyć wraz z pojawieniem się intruza.
Już instynkt kazał mu wiać, lecz obecność Kate zadziałała na niego jak hamulec. Przecież nie zostawi Jej tu samej! A Ona wcale nie zamierzała się wycofać. Ba, nawet zasłoniła chłopaka wiedząc, że jest dużo słabszy od Niej. Może i był zbyt płochliwy, ale naprawdę bał się tego osobnika jego gatunku. Starał się nie pokazywać po sobie zbyt wiele lęku, ale dobry drapieżnik wyczuje, kiedy kogoś trzęsie od stóp do głów, nawet kiedy pakował tą bojaźń w sobie najgłębiej jak się da. Nie patrzył się wprost na złote ślepia czarnego osobnika, który wyławiał się powoli z półmroku rozświetlonego płomieniem w ręki wampirzycy. Spiął jedynie ciało zdając się całkowicie na wyczucie sytuacji przez Płomiennowłosą.
Powrót do góry Go down
Katherina
Niespalona
Katherina

Liczba postów : 488
Punkty aktywności : 2186
Data dołączenia : 31/03/2019

Jezioro Lamoka - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro Lamoka   Jezioro Lamoka - Page 7 EmptyWto 12 Paź 2021, 07:42

Osobiście nie uważałam się za przywódcę stada, po prostu byliśmy rodziną. I tak jak nigdy nie wymagałam pełnego posłuszeństwa od Elijaha, tak nie patrzyłam na Maru jak na poddanego. Nie do końca wiedziałam że chłopak może wogóle w ten sposób patrzyć na nasz dom. Chociaż z drugiej strony, to moje zdanie zawsze było ostatnie, przez długi czas dowodziłam armią wampirów, ba nawet podbiłam miasto. Jako czystokrwista byłam też ochroną swoich ludzi... Tego wszystkiego uczyła mnie poprzednia głową rodu. Może więc miałam więcej wspólnego z wilczymi alfami niż mi się zdawało. Może lepiej że to było tylko gdybanie, bo budziło to w mojej głowie szalony plan. A miałam już więcej nie walczyć, zaszyć się tu i żyć spokojnie. Uśmiechnęłam się kiedy wilkolis łasił się do moich dłoni i zapewne przekonywała bym go dalej gdyby nie niezapowiedziany gość. Miałam wrażenie że dosłownie czuję lęk stworzenia za moimi plecami. Sama się jednak nie bałam... Bestia była duża, ale mogłam jej wymazać to wspomnienie jak za dotknięciem magicznej różdżki. Odesłać tam skąd przybyła... Problem był jednak innej natury. A mianowicie, jedno co wiedziałam o wilkołakach na pewno to to że były to stworzenia stadne, rzadko kiedy chodziły po prostu pojedynczo. Jeśli nawet odegnam tego... To wcale nie znaczyło że zaraz ktoś na mnie nie wskoczy. Usiłowałam więc grać na zwłokę i sprecyzować położenie towarzyszy stwora. Czarny wilk jednak nie dawał się zbytnio wciągnąć i zaczął się niebezpiecznie zbliżać. Machnęłam ręką i tuż przed wilczymi pyskiem buchnął na moment ogień. Chciałam go wystraszyć... Przy okazji od razu go gasząc... Wolałam żeby nikt niewłaściwy nie zauważył dymu.
- Jeśli naprawdę sądzisz że zaatakujesz mnie sam... To jesteś głupszy niż sądziłam. - rzuciłam kiedy ogień się uspokoił.
Stwór za to faktycznie zatrzymał się na chwilę z groźnym warkotem gdy ogień zupełnie z zaskoczenia przypalił mu nieco wąsów. Nagle otworzył nieco pysk z którego wydobywało się gardłowe warczenie, jednak przysłuchując się było ono wymieszane z słowami.
- Pijawka. - warknął wściekle i przeniósł spojrzenie na stworzenie za mną, lekko przekrzywiając łeb.
- Zdrajca swojego gatu... - nie pozwoliłam mu dokończyć i zrobiłam krok w jego stronę jednocześnie ściółka leśna pod wilkołakiem znowu zajęła się ogniem.
Znowu na krótką chwilę ale wystarczyło żeby zaskoczony się cofnął.
- Kondel... Jeśli już przestaliśmy się przerzucać obelgami... To chodź do mnie piesku. - teraz ja warknęłam w jego stronę.
Mięśnie stwora się naprężyły, chwilę jego sierść się bardziej zjerzyła i nieco zaczął się miotać jak by próbował walczyć z moim poleceniem. Ostatecznie jednak zaczął iść do mnie. Nienawidziłam tej umiejętności... Ale nie mogłam tak po prostu ich zabijać wzbudziło by to zbyt wiele podejrzeń. Kiedy podszedł do mnie, stanął na tylnych nogach, był ode mnie zdecydowanie wyższy.
- Siad. - znowu próbował protestować warcząc w moją stronę jednak ostatecznie usiadł.
Tyle że szary wilkołak wybiegł wtedy zza naszych pleców, zakręciłam lekko dłonią i otoczył go krąg ognia zanim dobiegł do Maru. Slyszałam skomlenie i warczenie ale nie mogłam zająć się dwoma na raz.
- Czystokrwista... Tenebris? - zmusił się do tych słów wilkołak pod moją kontrolą.
Wyraźnie się skrzywiłam jednak na te słowa.
- Nie obrażaj mnie, ta płotka nie była by w stanie zrobić tego co ja. Czy to wszyscy którzy są z tobą? - Niechętnie ale przytaknął.
- Dobrze... Waruj. Nie odzywaj się ani nie ruszaj póki nie znikniemy z twojego pola widzenia. Kiedy tak się stanie, zapomnisz o nas. Nikogo tu nie było. - wydałam polecenie i odwróciłam się żeby zająć się drugim.
Jak na zawołanie, czarny wilkołak zawarował.
- Maru... Zabierz swoje rzeczy... Idziemy stąd. - powiedziałam jedynie do mojego towarzysza i przeszłam swoje płomienie żeby zająć się drugim wilkiem. Głośne warczenie niemal natychmiast ustało. A płomienie zgasły gdy wilkołak warował płasko przy ziemi.
Powrót do góry Go down
Maru
Omega
Maru

Liczba postów : 82
Punkty aktywności : 460
Data dołączenia : 18/08/2021

Jezioro Lamoka - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro Lamoka   Jezioro Lamoka - Page 7 EmptySro 13 Paź 2021, 19:20

Jak najbardziej mogła uważać się za przywódczynię, choć w wampirzych rodach lepsza nazwa to Głowa Rodu. Skoro jednak miała w partnerze również ogromne poparcie, to mogli być postrzegani jako Para Alfa. Osobno silni, ale zjednoczeni jeszcze mocniejsi. Tak to powinno wyglądać we związkach, aby jeden wspierał drugiego, razem trzymać porządek - czy to w szeregach czy w swoim życiu. Zdecydowali się zamieszkać na niepewnym gruncie, który owładnęły wilkołaki. Chcieli rozpocząć wspólne życie zrzekając się wielu udogodnień nowoczesnego świata, ale radzą sobie świetnie. Fakty mówiły same za siebie.
Jednak Maru do tej pory mógł tylko wyczuć instynktem i wcześniejszą gonitwą za nogą jelenia, że Katherina jest mocna. Nie miał okazji poznać Jej pełni możliwości, aż wtedy zjawili się intruzi. Już pierwszy wilkołak wzbudził ogromny strach w młodziaku, który niczym sparaliżowany zastygł w jednej pozycji z szeroko otwartymi ślepiami ściśle chowając się za Nauczycielką. To było naprawdę straszne, że w sytuacji podbramkowej nie mógł rzucić się do pomocy wampirzycy, choć może częściowo zaniemożenie wynikało ze sztywnej, lecz panującej nad sytuacją postawy towarzyszki. Udało się Jej wyłonić z krzaków pierwszego osobnika, który warczał gniewnie i zwyzywał, nawet chłopaka nazwał zdrajcą. O ile sam epitet nie bolał, bo nigdy nie był zżyty ze swoją rasą, to to, że naprawdę czuł się zupełnie bezradny i mega spięty. I chyba ta nerwowość i strach, którego nie opanował, spowodowała, że drugi osobnik zdecydował się na atak. Maru nie drgnął z miejsca, choć powinien wiać, całe szczęście do akcji wkroczyła Kate. Odgrodziła go w samą porę od napastnika ognistym kręgiem, przez co mogła skoncentrować się na tym pierwszym. Widział dokładnie, jak Jej moc wpływała na futrzaka. Nie chciał, ale nie mógł odpędzić się od wpływów krwiopijczyni. Niesamowite! To była jakaś manipulacja czynami zwierzaka, co uratowało im obojgu życie. Wartownicy mogli przecież rzucić się im do gardeł i rozszarpać, a całe szczęście Wybawicielka po raz kolejny dała pokaz swojej siły i zdolności. Jej głos, Jej postura, Jej energia wręcz przybijała ku ziemi i wymuszała bezwzględne posłuszeństwo. Chcąc nie chcąc udało się to też z młodzieńcem, który po otrzymaniu polecenia wreszcie mógł złapać oddech i wyruszyć szybko po rzeczy w dziupli. Ta kryjówka będzie spalona, ale to najmniejsza cena, jaką przyszło mu zapłacić za dzisiejszy dzień.
Po zabraniu manatków od razu pochwycił dziewczynę tak, by znów znalazła się na jego grzbiecie i dał dyla, ale nie biegł prosto w kierunku domostwa. Chciał zmylić ewentualny pościg lub innych, którzy mogli warować nieopodal tamtej dwójki. Miał nawet pewien pomysł, dość ryzykowny zważywszy na ranę, która ledwo co się zagoiła, ale popłaci w ostatecznym rozrachunku. Już będąc poza zasięgiem wzroku tamtych zaczął wspinać się na drzewo. Nie szło mu to tak zgrabnie jak bieg, lecz widać było po nim, że nie pierwszy raz stosował tę sztuczkę. Wilkołaki i inne drapieżniki skupiają się zazwyczaj na tropach na ziemi, ale nie znacznie powyżej ich głów. Wspindrał się wysoko wraz z wampirzycą i tobołkami, żeby przeskoczyć później niczym wiewiórka z jednego drzewa na drugie. Nie było to łatwe z bagażem, pewnie Kate będzie chciała mu wybić z głowy dalszą podróż w ten sposób, lecz chciał zminimalizować ponownego spotkania z wilkołakami. Już i tak dał "popis", że nie nadaje się na ochroniarza. W taki sposób przeskakiwania z drzewa na drzewo przebyli już sporo metrów, jak nie kilometr, ale chłopak w pewnym momencie zachwiał się i źle wycelował w kolejny pień, przez co gałęzie znów mocno uraziły zranione żebra i zaskomlał. Na szczęście wylądował na wszystkich czterech kończynach, lecz musiał zrezygnować z takiego przemieszczania się. W dodatku... chyba jego ciało zaczynało się powoli zmieniać na ludzkie, bo odpływały mu siły. Ale już byli naprawdę niedaleko domu.
Ich wspólnego domu.

c.d. Domek <3
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Jezioro Lamoka - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Jezioro Lamoka   Jezioro Lamoka - Page 7 Empty

Powrót do góry Go down
 

Jezioro Lamoka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

 Similar topics

-
» Jezioro Caern

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Ziemia niczyja :: Las-